Lekarskie łapówki...
Dzwoni do mnie rano koleżanka z problemem, potrzebuje na szybko zwolnienie z pracy na kilka dni. Podałem jej namiary gdzie ma zadzwonić + instrukcja dot. koperty itd.Kilka godzin później zadzwoniła, że p. Dochtór ją wysmiał /za mało chyba wrzuciła do koperciny bidula/. Mówię OK jutro sam załatwię.
Przed chwilą dzwoni z bananem na ustach /takie rzeczy słychać przez telefon/ i opowiada mi ze szczegółami przebieg wizyty.
Weszła gadka szmatka, daje kopertę mówi na ile dni chce zwolnienie itd. Dochtór wzioł do ręki kopertę sprytnym ruchem uchylił rąbka przeliczył i mówi nie. W tym momencie wchodzi pielęgniarka, Dochtór szybko wrzucił kopertę do szufladki.
Pielęgniarka wyszła, Dochtór wyjął kopertę oddał itd. Koniec wizyty, koleżnka opowiada że do domku wróciła w nie najlepszym nastroju dopiero teraz wzięła kopęrtę coby banknociki przełorzyć do portfela.... i co ........
a tam qrwa jego mać 4500PLN

