Imprezowa legenda...

Dzisiaj kolega w pracy opowiedział mi swoją historię z imprezy. Nazwijmy tego kolegę Marcin.

Kilka lat temu Marcin poszedł na impreze do swojego znajomego, który mieszkał na osiedlu z domkami jednorodzinnymi. Znajomy posiadał "pieska" bulteriera. Marcin nie przepada za tego rodzaju "zwierzaczkami", więc poprosił gospodarza domu o pozbycie się pieska na czas imprezy. Tak więc Pan Gospodarz wyrzucił swojego pieska do ogrodu.

Ludziska się bawili w najlepsze. Około 3 w nocy pierwsi goście zaczęli powoli zbierać się do wyjścia. Otwierają drzwi zewnętrzne, a tam stoi "piesek bulterier" z zakrwawionym pyskiem i przed sobą pilnuje pieska sąsiada. Oczywiście nastąpiła konsternacja. "Ku..a!! Co teraz zrobić??" Ale "zaradni" chłopcy wpadli na niesamowity pomysł, wzięli martwego już pieska sąsiada "pod wodę" i zaczęli go szorować, myć, żeby wyglądał jak nowy. Po tym zabiegu weszli na posesję sąsiada i ułożyli "świeżego" pieska do jego budy.

Kilka dni później (M)arcin dzwoni do swojego (k)olegi, u którego była impreza. Oto dialog:
M:Hej. Jak tam?
K:Słuchaj! Spotykam 2 dni po naszej imprezie sąsiada i on mi mówi: "Witam sąsiedzie. Wie Pan co to teraz z tych ludzi się porobiło! Jakieś zwyrodnialce! Niedawno zdechł mi mój piesek i zakopałem go w ogródku, a jacyś psychole włożyli mi go z powrotem do budy wymytego!! Wyobraża Pan to sobie??"

Do Marcina doszło dopiero po jakimś czasie co się tak na prawdę wydarzyło.